Sztuka dla Sztuki :: Galeria rękodzieła, Sztuka ludowa, Biżuteria artystyczna, Rzemiosło, Rękodzieło

Galeria rękodzieła "Sztuka dla Sztuki" to sztuka biżuterii, sztuka dekoracji, sztuka ludowa, sztuka użytkowa, sztuka szycia i zdobienia, czyli ogólnie sztuka dla sztuki!
A ponadto: wydarzenia w Polsce (jarmarki, kiermasze, warsztaty) oraz artykuły na blogu.

  12/50      

Weekend na wsi

autor: Sztuka dla Sztuki
opublikowane: 24 czerwca 2014
kategorie:


Weekend na wsi

Ostatni weekend wyznaczył oficjalny początek wakacji. W piątek udręczeni uczniowie udali się na zakończenie roku, by z niecierpliwością opuścić szkolną akademię i w promieniach słońca oddalić się we wszystkie strony świata. A ich rodziny wraz z nimi. Polacy ruszyli na wakacje. Z miast wylewają się strumienie samochodów, a w niebo wzbiły się pierwsze wypełnione turystami samoloty. Szczęśliwcy posiadający kilka miesięcy wolnego mogą teraz z globusem w ręku planować niczym nie przerwaną rozkosz letniego lenistwa. Ci, którzy nie wykorzystali jeszcze urlopów, przeglądają oferty last minute i zastanawiają się, co spakować do walizki. Całej reszcie pozostają weekendy na wsi. Bo w wolne letnie dni siedzieć w mieście po prostu nie wypada!

 

Nie możecie wyrwać się na urlop? Nie pozwalają Wam na to finanse? Wróciliście już z podróży, ale ciągle czujecie niedosyt? Jest na to sposób. Wyjedźcie na wieś!

Nie macie własnego domku z ogrodem lub widokiem na las? Nie szkodzi. Ja też nie. Ale w letnie miesiące i tak niemal w każdy weekend opuszczam miasto. Tęsknota za przyrodą prowadzi mnie do niezwykłych miejsc i fantastycznych ludzi. Odwiedzam rodzinę, wpadam na działki do przyjaciół,  sprawdzam miejsca wyszukane w przewodnikach lub Internecie. Snując marzenia o swoim przyszłym domu podpatruję azyle innych i szukam inspiracji. Trafiam przy tym na prawdziwe perełki.

Jedną z nich jest Violinowo, urocze siedlisko na Podlasiu. Jego właściciele, warszawiacy, długo poszukiwali miejsca, w którym mogliby urządzić swój letni dom i gdzie mogliby spędzać wakacje z dala od miejsiego zgiełku. W tym celu zjeździli sporą część kraju, cierpliwie przeczesując jego najdziksze zakamarki. Zawijali do maleńkich wiosek, buszowali wśród pól i łąk, przedzierali się przez najgęstrze zarośla. Znaleźli.

Ich serce podbiło zapomniane przez świat gospodarstwo, ukryte w zagajniku otoczonym podlaskimi polami. Na początku posesja nie przedstawiała się zachęcająco. Nieprzyjemne odludzie. Rozpadające się budynki, zarwane dachy, kłębowisko chaszczy. Ludzie mówili, że w zagrodzie ktoś kiedyś ukrył skarb, więc opuszczone zabudowania wieloktornie plądrowano, pogłębiając przy tym zniszczenia dokonane przez czas. Większość kupujących złapałaby się za głowę.

Ale nie oni. Pani Wiola i jej mąż dostrzegli niepowtarzanly urok tego miejsca. Dookoła rozstaje polnych dróg, przydrożna kapliczka i falujące łany zbóź i przestrzeń niezmącona ani jedną reklamą ani słupem elektrycznym. Wśród nieokiełznanej roślinności wypatrzyli dostojną lipę, a pod nią - uroczą wiejską studnię. Murowane budynki wymagały wprawdzie remontu, ale układały się w zaciszny pierścień, chroniący gospodarstwo przed ciekawskimi spojrzeniami. Kamienna spiżarenka świetnie nadawała się na piwniczkę na wina. Zaniedbana chatka z drewnianych bali okazała się w bardzo dobrym stanie technicznym. Po impregnacji i malowaniu można było przystąpić do jej urządzania.

 

A urządzanie to naturalne powołanie pani Wioli. Uzbrojona w białe, kremowe i beżowe farby rozjaśniła wszystkie wnętrza i nadała im spójny charakter. Pokoje wypełniła wypatrzonymi w okolicznych wioskach sprzętami: wiejskimi regałami, metalowymi łóżkami, drewnianymi skrzyniami i stołami. W pomieszczeniach kuchennych stanęły kaflowe piece i zawisły ręcznie haftowane makatki. Całość uzupełnły wyszperane na kiermaszach, w second-handach lub własnoręcznie ozdobione drobiazgi: stylowe kapelusze, malowane krzesła, krochmalone białe halki. Wszystko na jasno i na ciepło.

Efekt zapiera dech w piersiach. Violinowo oczarowało przyjaciół i znajomych właścicieli. Co roku latem odbywają się tu huczne pikniki, których oprawa artystyczna to prawdziwa poezja. Je się na powietrzu, z talerzy udekorowanych warzywami, kwiatami i liśćmi. W wiklinowych koszach piętrzą się butelki domowego wina, cydru i piwa. Na kominku w dawnej stodole trzaska ogień. Bluesowy zespół daje koncert na żywo. Opuszczone dawniej domostwo znów rozbrzmiewa śmiechem, pachnie pysznym jedzeniem i drży od serdecznej energii. Jest najlepszym dowodem na to, że warto mieć marzenia i jakkolwiek szalone by się wydawały, nie bać się ich realizować!

 

 

 

 

 

 

 



Komentarze do Autora (0):

ZALOGUJ SIĘ

jeśli chcesz komentować