Sztuka dla Sztuki :: Galeria rękodzieła, Sztuka ludowa, Biżuteria artystyczna, Rzemiosło, Rękodzieło

Galeria rękodzieła "Sztuka dla Sztuki" to sztuka biżuterii, sztuka dekoracji, sztuka ludowa, sztuka użytkowa, sztuka szycia i zdobienia, czyli ogólnie sztuka dla sztuki!
A ponadto: wydarzenia w Polsce (jarmarki, kiermasze, warsztaty) oraz artykuły na blogu.

Palcem po mapie

autor: Sztuka dla Sztuki
opublikowane: 13 stycznia 2014
kategorie:


Palcem po mapie

Tym razem w cyklu "Człowiek z pasją" przedstawiamy Agnieszkę Rajczak - Kucińską, graficzkę, informatyczkę, artystkę, autorkę wielu fantastycznych projektów, wśród których znajdują się min. sklepy i serwisy internetowe, gry planszowe oraz ilustracje. Rozmawiamy z Agnieszką o jej niezwykłej pasji tworzenia map, które ilustrują książki podróżnicze oraz wnętrza domów. Jej mapy znajdziecie również w naszej galerii.

 

Kiedy i dlaczego zainteresowałaś się mapami?

Chyba bardziej mapy zainteresowały się mną, to znaczy mam wrażenie, że same weszły do mojego życia, a mnie się to spodobało. Cały czas uczę się z nich, odkrywam "palcem po mapie" nowe, ciekawe miejsca. Fascynuje mnie to, że można "trafić" gdzieś w środku dżungli amazońskiej na miejscowość o nazwie "Warszawa" i wyobrażać sobie jak to miejsce wygląda, kto i dlaczego nadał taką nazwę, jak tam trafił...

Mapy porządkują naszą wizję świata i pozwalają lepiej umiejscawiać różne miejsca w naszej wyobraźni. Co chwila docierają do nas wiadomości z dalekich zakątków, padają nazwy miejsc, które nie wiemy gdzie leżą, akcje książek i filmów są rozmaicie usytuowane. Gdy naniesiemy to na mapę, świat staje się prostszy. Przynajmniej ja to tak odczuwam.

Trzecia sprawa to podróże. Zazwyczaj nie korzystam z biur podróży, sama planuję trasę, a do tego niezbędna jest mapa. Jednak często w polskich przewodnikach spotykam się z podejściem "kurortowym", czyli nie podaje się informacji, które mogą pomóc w samodzielnym podróżowaniu, a jedynie skupia na kilku atrakcjach odwiedzanych przez biura podróży. Gdy w przewodniku trafi się mapa, to jest to ogólna mapa, na której nawet nie są specjalnie zaznaczone opisane w przewodniku miejsca, w związku z czym staje się ona tylko ozdobą w książce, zamiast służyć realną pomocą. Jako turysta zamarzyły mi się mapy z naciskiem na miejsca turystyczne. Będąc w bardzo ciekawej okolicy w Turcji i nie mogąc kupić mapy tej okolicy, by się rozeznać w atrakcjach, postanowiłam zacząć tworzyć moją własną kolekcję takich map na sprzedaż.


Dotychczas opracowane mapy ścienne.

Dla kogo opracowujesz mapy? Dokąd one później „wędrują”?

Do tej pory robiłam głównie mapy do książek podróżniczych. Dostawałam tekst wydawanej książki, albo spis miejsc w niej opisanych i opracowywałam do tego "szytą na miarę" mapę, która pozwala czytelnikom śledzić poczytania autora. Kilka moich map ilustrowało również artykuły o polskich odkrywcach w National Geographic.


Część książek z moimi mapami.

Twoje mapy znajdują się w książkach z serii „Poznaj Świat”, min. w tych autorstwa Wojciecha Cejrowskiego. Jak zaczęła się ta współpraca?

To dość długa historia, spróbuję ją skrócić: Dawno, dawno temu kupiłam książkę Wojciecha Cejrowskiego "WC na końcu Orinoko". Na końcu jest czarno-biała mapka, w której nie mogłam się zorientować. Pomyślałam sobie z dość optymistycznym podejściem "zrobiłabym lepszą...". Jednocześnie zazdrościłam Łukaszowi Ciepłowskiemu, który był wymieniony w stopce edytorskiej, że współpracuje z WC. Potem słuchałam audycji country Wojciecha Cejrowskiego i za sprawą jego programów zakochałam się w tej muzyce, w jej treści. Napisałam do Niego parę razy, a On - o dziwo - odpowiedział zupełnie sobie nieznanej osobie. Muszę przyznać, że to wyjątek w Polsce, bo pisałam w różnych sprawach do wielu znanych osób (artystów, polityków, dziennikarzy) i instytucji, a odpowiedział tylko WC, pan Dariusz Rosiak i jedna stacja radiowa, której lubiłam słuchać, ale mieli jingiel nie do zniesienia. Reszta listów przepada w kosmosie, nawet autorespondera nie uświadczysz.

Wracając do map...

Okazało się, że potrzeba młodego grafika, który by się wykazał, czy jest w stanie zrobić parę szlaczków i ozdób w stylu Majów - podchwyciłam temat. Po jakimś czasie na Pikniku Country w Mrągowie padło hasło, że potrzebna jest mapa do nowej książki podróżniczej WC "Gringo wśród dzikich plemion". Zawzięłam się. Dłuuuuuuugo nad nią ślęczałam. Nie miałam wtedy żadnego doświadczenia w mapach, w gustach WC - a jest on BARDZO wymagającym Klientem. W końcu udało się zrobić pierwszą mapę. Na podstawie książki "Gringo..." powstała linia serii i tak załapałam się do Drużyny - jak się nazywamy. Bardzo sobie cenię tę współpracę i ludzi z ekipy :)

Wydaje się, że wykonywanie map to zajęcie precyzyjne, ale dość szablonowe. Czy mapy w ogóle różnią się między sobą?

Jest to tak samo "szablonowe" zajęcie jak tworzenie okładek do książek, czy plakatów reklamowych :)

Trzeba na podstawie treści określić "teren" mapy, przygotować podkład, czyli bitmapę tego terenu, nałożyć na to twórcze filtry, zabarwić tak, by mapa różniła się od dotychczasowych, miała swój charakter, a jednocześnie podobała się Szefowi (czasem to największy problem :)). Rysuję rzeki, granice, nanoszę główne miejscowości, a potem następuje wyszukiwanie "wiosek" odwiedzonych przez Autora. Teraz dzięki rosnącej dokładności map internetowych jest to coraz prostsze, ale np. w przy książce od Chinach namęczyłam się, bo część nazw Autor podał mylnie, część nazw występowała w wielu miejscach Chin i trzeba było to dopasować do trasy. Przy okazji poznaję wirtualnie nowe miejsca, których pewnie nigdy nie odwiedzę realnie (duży mamy ten świat! :) ) Na końcu trzeba dodać jakieś ozdobniki, wyszukać odpowiednie zdjęcia, ilustracje pasujące do treści i wkomponować je w mapę. To za każdym razem ta sama praca, ale zawsze inna.

Każda mapa musi być odwzorowaniem rzeczywistości. Tu nie ma miejsca na twórcze puszczanie wodzy fantazji. Czy wobec tego przygotowywanie map może być sztuką?

Nie tworzę map do nawigacji, czy chodzenia po górach. Tworzę mapy ozdobne, więc oczywiście nie mogę umiejscowić góry tam, gdzie jej nie ma, ale generalnie nastawiam się na plastykę, czytelność i na tym, by dostarczyć tylko konkretnego wycinka wiedzy z zakresu obejmowanego przez mapę. Czyli w przeciwieństwie np. do map samochodowych nie zaznaczam każdej miejscowości, drogi, rzeki itd. Zaznaczam to, co się jest przede wszystkim potrzebne odbiorcy. A przy tym staram się, by to ładnie wyglądało. Nie interesuje mnie tworzenie map administracyjnych, tylko ozdobnych, a to oczywiście może być sztuką, jeżeli się to tak potraktuje.

Jak długo powstaje jedna mapa?

To zależy od mapy. Może to być zarys czegoś i wtedy wystarczy kilka godzin, może to być złożona mapa ścienna, o sporych wymiarach, a zatem i większej dokładności. Samo rysowanie rzek i jezior może wtedy zająć kilka pełnych dni, nie mówiąc o wyszukiwaniu miejsc, które chcę nanieść, co jest najbardziej czasochłonną częścią.

Skąd czerpiesz inspiracje? Sięgasz do książek podróżniczych, osobistych wrażeń z wyjazdów, zrobionych w podróży zdjęć?

Przede wszystkim oglądam stare mapy. Zapisuję sobie też obrazki, projekty czegokolwiek, na których urzekło mnie połączenie barw. To bardzo pomaga. Próbuję też w jakiś sposób odnieść się do charakteru miejsca pokazanego na mapie - nie zawsze się udaje, ale do tego dążę. A potem po prostu kombinuję i daję się ponieść, czasem mocno "odpływając" od tego, co chciałam zrobić na początku.

Skoro jesteśmy przy geografii, opowiedz, jak wygląda twoje miejsce pracy i gdzie ono się znajduje.

Pracuję w domu, ma to - jak wszystko - swoje plusy i minusy. Mieszkam na wsi, więc siedzę twarzą do okna, za którym widzę drzewa, las, drogę, pole - wszystkiego po trochu. Na poręczy balkonu często siadają różne ptaki patrząc z zaciekawieniem do środka.

Jednak najbardziej lubię, gdy latem mogę przenieść biuro do ogrodu. Głównym problemem jest wtedy zmniejszona czytelność ekranu, ale przy pracach bardziej technicznych da się to ignorować. Wysłałam kiedyś przyjacielowi pracującemu w klimatyzowanych wnętrzach, pod krawatem od rana do nocy, zdjęcie z mojego stanowiska pracy przy oczku wodnym, w cieniu pachnącej sosny, z kwiatami dookoła. Odpisał w dość morderczym tonie, żebym go nie drażniła :DDD

 

Wiem, że jedną z Twoich pasji są podróże. Jakie jest najpiękniejsze miejsce na Twojej osobistej mapie?

Trudne pytanie :) Sama podróżujesz i wiesz, że wszędzie można znaleźć miejsce, które Cię oczaruje. Może rozbiję to na wrażenia:

Jeżeli chodzi o zapach, to chyba nie ma bardziej intensywnego i wywołującego szeroki uśmiech na twarzy, niż ten z pokrytego morzem polnych kwiatów otoczenia Mt Rainier koło Seattle. Będziesz się ze mnie teraz śmiać, ale ten zapach jest tak mocny, że gdy w nocy, mocno już zmęczona jazdą zbliżałam się do miejscowości położonej niedaleko Mt Rainier, by tam szukać noclegu, ten aromat pojawił się w samochodzie. Droga była ciemna, wąska i kręta, a ja potwornie zmęczona. Zapachniało tak pięknie, że przyszło mi do głowy, że zaraz się tu roztrzaskam i jakiś anioł pojawił się koło mnie :) Na szczęście dotarłam bez przygód do motelu, a zapach wyjaśnił się następnego dnia.

Jeżeli miałabym wskazać miasteczko, to bez cienia wątpliwości wybiorę Óbidos w Portugalii. Był to dar ślubny króla Dionizego dla Izabeli Aragońskiej. Ach - cóż za przepiękny prezent! Óbidos leży na wzgórzu. Podłużne skupisko białych domków i wąskich malowniczych uliczek otoczone jest potężnymi murami, po których można chodzić podziwiając miasto z góry. Poza murami zagajnik z danielami, nastrojowa kafejka na tyłach zamku... Po prostu bajka.

Jeżeli chodzi o krajobrazy, to chyba będę wierna zachodowi Stanów Zjednoczonych. To moje marzenie z dzieciństwa, zrealizowane raz - tylko głębiej we nie wrosło. Praktycznie nieznany u nas Glen Canyon widziany z krawędzi zarośniętego cierniami, płaskiego pustkowia, z Monument Valley na horyzoncie... To widok, przy którym chciałabym się kiedyś obudzić.

Miłośnikiem wody nie jestem, ale Morze Karaibskie może zaczarować nawet takie bezwodne stworzenie jak ja. Kąpiel w spokojnym morzu na Kubie jest chyba nie do przebicia!

Jednym z popularnych ćwiczeń psychologicznych jest rysowanie mapy marzeń. Podzielisz się z nami tym, o czym aktualnie marzysz?

Hmmm.... na pewno na mojej mapie marzeń są moje mapy, mam na nie mnóstwo pomysłów i mam nadzieję, że spodobają się ludziom na tyle, by móc z tego żyć. Tymczasem czeka mnie mnóstwo pracy nad poszerzeniem oferty. Mam też wiele innych planów, np. indywidulany serwis biletowy, który mamy na ukończeniu albo bardzej szalone pomyłsy: np. kilka lat temu wymyśliłam z kuzynem grę planszową, jednak na naszym rynku trudno się przebić z nowością planszową u wydawców. Preferują sprawdzone na zachodzie pomysły, albo mają inny "target". Mam więc marzenie, by tę grę wypuścić w formie aplikacji na smartfony, by sprawdzić na ludziach, co o tym sądzą.

A takie moje finalne marzenie to takie, by te wszystkie działania, które podejmuję z dużym wysiłkiem teraz, kiedyś pozwoliły mi mieć czas i środki na jakąś formę pomocy innym, np. wolontariat w Domu Dziecka, czy coś w tym stylu. Szczerze podziwiam ludzi, którzy dają coś z siebie innym ot tak, bo sprawia im to satysfakcję. W naszym świecie pogoni za zapewnieniem swojej rodzinie podstawy bytowej i odrobiny atrakcji, to trudne. Jednak niektórzy nie mają wymówek - to są moi bohaterowie.

 

 Rozmawiała Magda Żelazowska

 

 



Komentarze do Autora (0):

ZALOGUJ SIĘ

jeśli chcesz komentować